sobota, 18 września 2010

Moja życiowa strategia...



Oto moja "życiowa strategia" wypracowana przez ostatni dłuższy czas. Jako efekt chyba nawet ze 2 letniego uczenia się gorzkiej cierpliwości i trwania w ulotnej, złudnej nadziei, że wszystko pójdzie po mojej myśli i puzzle ułożą się na moje zawołanie, tak jak ja bym tego chciała... Zrozumiałam wreszcie, że nie można planować swojego życia - oczywiście nie w sensie organizacji czasu codziennego i wypełniania obowiązków, lecz w sensie przywiązywania się do swoich wyobrażeń i postawy życzeniowej wobec życia. Myślę, że przeżyłam już właśnie jakieś oczyszczenie i oderwanie się od tego, co mnie przytłaczało, nie pozwalało rozwinąć skrzydeł i otworzyć się na innych niż ten, który w moim wyobrażeniu i życzeniach był "tym jedynym". Nareszcie, powoli udaje mi się wprowadzać w praktykę to, w co przecież już wierzę - wierzę w to, że droga, którą prowadzi mnie Pan Bóg przyniesie piękne niespodzianki, takie jakich nawet w najskrytszych marzeniach nie spodziewałam się. On naprawdę potrafi zaskakiwać... :) To przynosi mnóstwo nadziei. Powoli odrywam się od tych skał i okruchów mojego życia wisząc na krawędzi przepaści. Chcę się rzucić w tę przepaść... Przepaść Bożej Miłości i Nadziei. Jest to sprawdzian mojej Wiary i Zaufania Największej Miłości, Prawdziwa Wolność i Prawdziwe Szczęście...

Jako ilustrację do tego posta załączyłam pocztówkę, którą kupiłam kiedyś w Niemczech i której treść dobrze oddaje to, co myślę i jakie jest moje życiowe motto. Jest tam następująca sentencja:

"Planuj swój czas, ale zostaw wolne przestrzenie na niespodzianki"

(Axel Kuehner)

Właściwie, to nie jest u mnie aż tak, że w ogóle nic nie planuję. Czasem jestem zorganizowana, a czasem właśnie nie za bardzo - zależy od dziedziny życia... Mogę ogólnie tak powiedzieć, że życia prywatnego nie planuję (już...) i pozwalam się z ufnością prowadzić Komuś, kto wie, co i kiedy jest dla mnie najlepsze. To nie znaczy, żeby zachować postawę zupełnie bierną, czasem tzw. "szczęściu" też trzeba trochę pomóc. Życie zawodowe i codzienne, myślę, że dobrze jest jednak planować, chociażby po to, żeby móc lepiej zorganizować swój czas wolny i czas na wypełnianie obowiązków (tak jak to napisane jest w tej sentencji). Oczywiście nie da się wszystkiego dokładnie przewidzieć i poustawiać "pod linijkę", nie wszystko będzie też perfekcyjne - tego właśnie uczę się ostatnio i staram się to zrozumieć. Z tego co nie pójdzie po naszej myśli, trzeba po prostu wyciągać wnioski i iść do przodu bogatszym o nowe doświadczenia.

Kończę i zabieram się właśnie do planowania działań i obowiązków, które chcę podjąć w tym semestrze... ;) Ale mam nadzieję, że czas na jakieś spontaniczne niespodzianki też się znajdzie... :) Moja kobieca intuicja mówi mi, że na pewno... Szczęście jest tak blisko. Trzeba umieć je dostrzegać w najdrobniejszych cudach codzienności, a nie tylko i wyłącznie czekać na coś niezwykłego.
"Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są słodkie" (J.J. Rousseau) :)

sobota, 2 maja 2009

Moje Credo

Największe wrażenie te słowa zrobiły na mnie niecały tydzień temu, gdy słuchałam tej pieśni na Jasnej Górze podczas mszy św. akademickiej, w wykonaniu zaprzyjaźnionej scholi... Piękne wspomnienie!

1. Wierzę w Ciebie Panie
coś mnie obmył z win.
Wierzę, że człowiekiem
stał się Boży Syn.
Miłość Ci kazała
krzyż na plecy brać.
W tabernakulum zostałeś
aby z nami trwać.
Jesteś przewodnikiem nam
do wieczności bram.
Tam przygarniesz nas do siebie.
2. Tyś jest moim życiem,
boś Ty żywy Bóg.
Tyś jest moją drogą
najpiękniejszą z dróg.
Tyś jest moją Prawdą,
co oświeca mnie.
Boś odwiecznym Synem Ojca,
który wszystko wie.
Nic mnie nie zatrwoży już
wśród najcięższych burz.
Bo Ty Panie jesteś ze mną.
3. Tyś jest moją siłą,
w Tobie moja moc.
Tyś jest mym ratunkiem
w najburzliwszą noc.
Tyś jest mym ratunkiem
gdy zagraża toń.
Moją słabą ludzką rękę
ujmij w swoją dłoń.
Z Tobą przejdę poprzez świat
w ciągu życia lat
i nic złego mnie nie spotka.
4. Tobie Boże miłość
wiarę swoją dam.
W Tobie Synu Boży
ufność swoją mam.
Duchu Święty, Boże
w serce moje zstąp.
I miłości Bożej ziarno
rzuć w me serce w głąb.
Duszy mojej rozpal żar
siedmioraki dar,
daj mi stać się Boża rolą.


(źródło: http://www.religijne.axt.pl/index.php?a=u&i=1713)

Posłuchaj: http://daniell75.wrzuta.pl/audio/8DPWvtEMSgI/wierze_w_ciebie_panie

czwartek, 16 kwietnia 2009

Kilka refleksji z perspektywy czasu...

Dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego. Staram się w to wierzyć i przyjmować tę prawdę do swojego codziennego życia. Oto jest cała tajemnica naszego życia i recepta na szczęście - to Prawdziwe Szczęście - to ziemskie, które ma zaprowadzić nas do Życia Wiecznego.

Wystarczy pozwolić Mu się prowadzić i z pokorną Wiarą przyjmować wszystko, co nas spotyka jako Dar Jego Miłości.

Nasze marzenia często spełniają się, ale czasem w sposób tak zupełnie dla nas niespodziewany, w innym, niż to sobie misternie zaplanowaliśmy czasie i w innej formie niż podsuwały nam to nasze chęci. Bóg prowadzi nas swoimi drogami, których czasem pojąć i zrozumieć nie potrafimy. Jest to lekcja naszej pokory i wiary, gotowości na pełnienie Jego Woli, podążania Jego Drogą, która wiedzie do Prawdy i Życia.

Jak to dobrze, że nie wszystko to, co chcę i co sobie zaplanuję w ogóle się spełnia lub realizuje się inaczej niż się tego spodziewałam. Uświadomienie sobie tego pozwala na oddanie i powierzenie mojego życia Temu, który mi je dał i który najlepiej dba i troszczy się o nie.

Powierzyć swoje sprawy, swoją przyszłość i swoje "ja" Bogu oznacza uznać, że On jest Panem mojego całego życia, a nie ja sama. Ja dokonuję wyboru między Dobrem a Złem, mam wolną wolę i sumienie - mogę zatem wybierać swobodnie nie czując się do niczego przymuszona i zniewolona "zbiorem nakazów i zakazów wiary". Ale to ON mnie prowadzi i poprzez różne wydarzenia, osoby, czasem duchowe "trzęsienia ziemi" pokazuje mi dobrą drogę, która ma mnie zaprowadzić do Niego. Trzeba potrafić rozpoznać i przyjąć tę pomoc, gdy się zgubimy, pozwolić Mu trzymać nas za rękę i pozwolić się podnosić z upadków. Droga, którą On nas prowadzi jest trudniejsza, nie ma na niej "objazdów", "skrótów", ale mamy pewność, że nie jest to "ślepa uliczka", do której często sami idziemy kierując się własnym GPS-em.

Trzeba pamiętać, że te "nakazy i zakazy", które przedstawia Kościół Katolicki i które pozornie wyglądają na niewygodne i staroświeckie (tu można przytoczyć jeszcze kilka niewybrednych określeń) są dane nam od Boga jako podstawy wiary chrześcijańskiej. Dane są nam, abyśmy nie pogubili się w drodze, dane są przez Kogoś, kto chce tylko i wyłącznie naszego dobra i kto wie najlepiej co przyniesie nam korzyść. W zrozumieniu tego czasem przeszkadza nam ta ludzka pycha, brak pokory i zaufania Stwórcy.

Te "wytyczne" wiary, które według niektórych "ograniczają wolność człowieka" można z powodzeniem porównać do znaków drogowych i drogowskazów na drodze. Co by było, gdyby kierowcom pozwolić na wszystko na drogach, gdyby usunąć wszelkie znaki ostrzegawcze, znaki zakazu i nakazu i znaki informacyjne... Można byłoby mieć na początku duże pole do popisu i chwilę szaleństwa bez ograniczeń, chwilę prawdziwej wolności. No właśnie: "tylko chwilę"...!!! "szaleństwo"... !!! "prawdziwą wolność"... ??? Wszystko do czasu.

Trzeba nam prosić o łaskę światła, aby stojąc na rozdrożu: Dobro-Zło zawsze potrafić wybrać Dobro i pozwolić prowadzić się Drogą do Zbawienia.

Samemu nie jest się w stanie uczynić siebie szczęśliwym. Nie można przyjmować postawy biernej i biernie czekać na to, co się otrzyma od Boga. To nie o to chodzi, by zaszyć się w ukryciu własnego "ja" i przyjąć postawę egoistyczną, roszczeniową wobec Boga i świata. Trzeba żyć, trzeba być aktywnym, trzeba nie bać się podejmować ryzyko i wychodzić do świata, mierzyć się z nim. To sprawdzian naszej wiary i miłości. Nie można lękać się dokonywania wyborów. Jeśli jest się za słabym, to przecież Bóg daje nam siły i wytrwałość do pokonywania trudności, z jakimi spotykamy się w życiu. Jeśli o takie łaski prosimy i ich potrzebujemy, to na pewno otrzymamy od Niego pomoc. Mamy przecież sumienie, które dzięki byciu blisko Boga, będzie podpowiadać którędy podążać...

środa, 4 marca 2009

Rzecz o NADZEI i MOCY




„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”


Staram się na codzień wierzyć w te słowa, że to Bóg daje mi siłę do pokonywania trudności. On mnie umacnia, nawet jak ja sama w to nie wierzę, że mam siłę.

Wczoraj przeżyłam szok, jak wieczorem podczas czytania Biblii otworzył mi się niesamowity fragment... „On to wbrew nadziei uwierzył nadziei (...)”(Rz. 4, 18) A jeszcze wcześniej, przed czytaniem tak sobie pomyślałam, że powinnam też dziękować Bogu za nadzieję, którą mam, czasem za jej resztki albo właśnie za nadzieję wbrew nadziei - w takich sytuacjach, które wydają się być bez wyjścia lub bez nadziei. Fragment ten po raz kolejny i w sposób tak dobitny uświadomił mi, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Jeśli jest Jego wola, to wszystko może się wydarzyć. Tylko.... tylko właśnie najtrudniejsza jest jak zwykle kwestia poddania się Jego woli, zaufania Mu i tego "rzucenia się w przepaść Jego Miłości" i oderwania się od swoich własnych planów skonstruowania własnego życia i życia innych osób... Na szczęście zaczynam tego doświadczać, że Duch Święty działa! :)
Wystarczy też mieć tę łaskę dostrzeżenia Jego działania.


I jeszcze jedna refleksja.


Jeśliby każdy wierzący człowiek kierował się w swoim życiu codziennym tym, co mówi do nas Biblia, to o wiele inaczej wyglądałby świat. Mielibyśmy z pewnością więcej życzliwości do siebie nawzajem, cierpliwości, a także nadziei, pokoju serca i radości. To trudne, przyjmować Słowo Boże w dzisiejszym świecie, niełatwe jest życie Nim na codzień i dawanie świadectwa innym. Wiadomo, że Wiara wymaga od nas pewnych wyrzeczeń, opowiedzenia się na TAK za Jezusem, a jednocześnie rezygnacji z samego siebie (szczególnie z tego, co złe i słabe). Na tym przecież polega prawdziwa Miłość, taka jakiej nas uczy Pan Bóg - umieć poświęcić siebie dla innych. My, Chrześcijanie powinniśmy tak maksymalnie pójść za Nim. Można to sobie szczególnie teraz, w Wielkim Poście, uświadomić i starać się tak postępować. A siłę powinniśmy czerpać z Jego Łaski, bo... „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. I nawet jak jest trudno, to On nad nami czuwa!


„Zadowalajcie się tym, co macie. Sam bowiem powiedział: Nie opuszczę cię
ani pozostawię. Śmiało więc mówić możemy: Pan jest wspomożycielem moim,
nie ulęknę się, bo cóż może mi uczynić człowiek? (...) Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.” (Hbr 13, 5,8)

„Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?” (Ps 27)


A na zakończenie jeszcze pewna sentencja, którą otrzymałam ostatnio od pewnej życzliwej mi osoby - jako jeden z komplementów. To naprawdę miłe! :) Podnosi na duchu i dodaje nadziei!


„Przed człowiekiem mądrym cała ziemia stoi otworem, gdyż ojczyzną duszy szlachetnej jest cały świat.” (Demokryt)

czwartek, 26 lutego 2009

Czekolada

A jednak przemogłam się. Mój pierwszy wirtualny wpis w pamiętniku. Nie zdradzę jednak papierowego powiernika moich myśli - ostatnio mocno "zalatanych" i niespokojnych. Blog internetowy to dla mnie jakaś nowość. Do tej pory próbowałam pisać coś w ładnie oprawionym zeszycie ozdobionym suszonymi płatkami kwiatów. Okładka śliczna. Nic nie wskazuje na to, że w środku aż tak wiele tych zeschniętych (bynajmniej nie zasuszonych z troską) płatków czerwonych róż niespełnionych snów, marzeń i oczekiwań, wyimaginowanych róż stworzonego przeze mnie świata. Kiedy wreszcie zrozumiem, to, żeby żyć tu i teraz. Zejść z obłoków na ziemię, z obłoków, które prowadzą przecież tak właściwie donikąd. Trzeba pokornie zacząć czekać, tu na ziemi, a nie błądzić w chmurach... Kiedy???

Ten blog to nowa forma zapisywania myśli. Zrodził się pod pewnym natchnieniem. Znów splot pewnych wydarzeń, spraw i osób...

Forum już jest obecne w moim codziennym życiu. Bez niego wędrówka w realu i w świecie wirtualnym (tym bardziej) byłaby niespokojnym sztormem. To jest niesamowite Forum. Oaza, gdzie można znów uwierzyć w Dobro. Zupełnie zmieniło to moje życie. To coś niezwykłego, co zdarzyło się ok. 2 lat temu. To dopiero była niespodzianka i prezent od Kogoś! Moje Nowe Życie trwa już jakieś półtora roku. Blog zaledwie parę dni. Nie chcę / nie mogę spędzić tu tak dużo czasu. Nie mam czasu, przecież, żeby znów angażować się w kolejną sprawę. Fajna rzecz, ale nie dla tak zapracowanej osóbki.

Pocieszam się tym, że wszystko, co nowe na początku fascynuje. Z czasem atrakcyjność przemija. Przemija z wiatrem... Tak, zgadza się - wszystko, co nowe fascynuje i pociąga. Ale czy tak naprawdę bezpowrotnie przemija? Niestety, odnośnie niektórych spraw, szczególnie tych tkwiących tak głęboko w sercu, nie można powiedzieć, że przemijają, przynajmniej nie tak szybko... Zawsze zostaną one gdzieś na dnie serca. I może to właśnie jest jednak takie piękne? Z pewnością, ale to zaczyna rozumieć się dopiero po czasie, gdy wyschną łzy...

Czy tak też będzie i tym razem? Kiedy? Kiedy wreszcie powieje ten od dawna wyczekiwany "wind of changes"...?

Jeszcze gwoli wyjaśnienia tytułu tego posta. Dzisiejszą melancholię postanowiłam osłodzić porządną dawką pysznej czekolady. Właściwie, to powinnam sobie obiecać, że już więcej tego nie zrobię. Ale czyż w życiu "trochę" słodkości się nie należy??? Hmmm, bynajmniej nie taką 500 kaloryczną miałam na myśli ;P

A tak na poważnie -

Stale uczę się ufać, kochać i czekać...
I pozostaje mi tylko pamiętać w każdej trudnej chwili, o tym, że: "WSZYSTKO MOGĘ W TYM, KTÓRY MNIE UMACNIA".

I jeszcze jedna refleksja, która jakoś zawsze dodaje mi dużo otuchy i nadziei:
"Najpiękniejsze radości przeżywa się zawsze wtedy, gdy się tego najmniej spodziewa" (A. de Saint-Exupery).

Czasem w życiu się sprawdza. I believe! :)